zabawne figurki

Co mnie denerwuje? 5 najbardziej irytujących zachowań współpracownika

3242

Jako że my, ludzie, jesteśmy istotami społecznymi, nie żyjemy w odosobnieniu. A skoro tak, to również zwykle nie pracujemy w odosobnieniu. Ty też pewnie pracujesz w jakiejś firmie, w której otaczają cię inni ludzie – współpracownicy, z którymi na co dzień musisz się dogadywać. Nie tylko dlatego, byście się wszyscy lepiej czuli, ale by i praca mogła być bardziej efektywna. Wiadomo przecież, że w dobrej atmosferze pracuje się lepiej i wydajniej. Czasem jednak trafi się czarna owca, która zdaje się tego nie rozumieć i zaburza ci komfort pracy swoim irytującym zachowaniem. Oto krótki przegląd gatunków denerwujących pracowników, w którym z pewnością odnajdziesz echa własnych doświadczeń z innymi ludźmi.

Odludek – cisza w open space

Pojawia się punktualnie o ósmej, siada przy biurku i przez kolejne osiem godzin pozostaje w swojej bańce. Podczas przerwy śniadaniowej siedzi samotnie w kącie stołówki, wpatrując się w telefon. Nie wchodzi z innymi w interakcje, jakby współpracownicy byli jedynie elementami wyposażenia biura. Gdy do niego zagadasz, odpowie krótko – może być nawet uprzejmy, ale nie będzie podtrzymywał rozmowy ani nie zada pytania zwrotnego.

Wydaje się żyć nie z ludźmi, lecz obok nich, w równoległym wymiarze. Ty tymczasem starasz się budować dobre relacje zespołowe, organizujesz wspólne wyjścia, pamiętasz o urodzinach kolegów. Tymczasem twoje wysiłki rozbijają się o aspołeczność tego zamkniętego w sobie człowieka. Odnosi się wrażenie, że po prostu go to nie obchodzi – ani ty, ani reszta zespołu, ani atmosfera w biurze. Ta obojętność drażni szczególnie mocno, gdy wszyscy inni aktywnie uczestniczą w życiu firmowym.

Problem pogłębia się, gdy taki odludek pracuje w małym zespole. W dwu-, trzyosobowym pokoju jego milczenie staje się niemal namacalne. Pozostali pracownicy nieświadomie zaczynają dostosowywać poziom głosu do jego ciszy, co sprawia, że cała przestrzeń robi się sztywna i nienaturalna.

Leń – mistrz delegowania własnych obowiązków

Zwykle ma charyzmatyczną osobowość i łatwość nawiązywania kontaktów – czego używa głównie do tego, by robić w pracy jak najmniej. Pół biedy, jeśli po prostu sobie odpuszcza i cicho siedzi w kącie. Gorzej, gdy aktywnie zrzuca swoje zadania na innych. I jakoś zawsze znajduje kogoś, kto mu pomoże – albo z litości, albo z przekonania, że szybciej samemu to zrobić niż tłumaczyć mu po raz setny tę samą procedurę.

Przychodzi do biura ostatni, wychodzi pierwszy. Na L4 też coś często bywa – zwłaszcza w poniedziałki po weekendzie lub piątki przed długim weekendem. Gdy pojawia się w pracy, większość czasu spędza na przeglądaniu mediów społecznościowych, robieniu zakupów online albo planowaniu urlopu.

Dlaczego miałoby cię to irytować? W końcu to jego sprawa, jak organizuje sobie pracę. Teoretycznie nie powinno cię to obchodzić. Tylko że trudno zachować spokój, gdy widzisz, jak taki oszczerca otrzymuje identyczne wynagrodzenie jak ty, wykonujący obowiązki sumiennie i terminowo. Gorzej, gdy podczas oceny rocznej okazuje się, że szef go nawet lubi – bo sympatyczny przecież, zawsze uśmiechnięty, z każdym gada.

Prawdziwa frustracja przychodzi w momentach kryzysowych, gdy zbliża się termin projektu. Wtedy nagle okazuje się, że połowa zespołu haruje po nocach, by nadrobić zaległości, które powstały przez jedną osobę. A ona? Wychodzi punktualnie o szesnastej, życząc wszystkim miłego wieczoru.

Piknikowicz – biurko jako jadalnia

Znasz ten typ? Nawet na przerwie nie odchodzi od stanowiska pracy. Rozkłada się z całym prowiantem – tupperware’y, sztućce, serwetki, czasem nawet świeczka zapachowa dla maskowania aromatów. Problem w tym, że te zapachy i tak się przedostają.

Wygląda to niedbale i nieporządnie, szczególnie gdy do biura wchodzi klient lub kontrahent. Ale prawdziwy dramat zaczyna się, gdy dochodzą efekty dźwiękowe – mlaskanie, siorbanie, chrupanie, a w najgorszym wypadku głośne przełykanie. Do tego zapachy posiłków z dużą ilością czosnku lub rybne konserwy potrafią zdominować całe pomieszczenie na długie godziny.

Taki beztrosko jedzący współpracownik często łączy posiłek z pracą, co w jego mniemaniu świadczy o zaangażowaniu. W praktyce rozlewa sos na klawiaturę, pozostawia okruchy na biurku, a po obiedzie w open space unosi się woń curry przez resztę dnia. Koledzy i koleżanki takiego smakosza nie mają w pracy lekko – szczególnie ci siedzący w bezpośrednim sąsiedztwie.

Najbardziej absurdalne staje się to przy posiłkach wymagających skupienia – rosół z łyżki, spaghetti, żeberka. Obserwowanie kogoś walczącego z nitkującym się serem podczas gdy ty próbujesz skoncentrować się na analizie finansowej, to doświadczenie wykraczające poza zwykłe unerwienie.

Żywy trup – epidemia w czterech ścianach

Co robisz, gdy jesteś chory? Zostajesz w domu i się kurujesz. Oczywiste? Najwyraźniej nie dla wszystkich! Zawsze znajdzie się taki, który, choćby był umierający, i tak przyjdzie do biura.

Motywy takiego nadgorliwca pozostają zagadką. Może praca to całe jego życie i w domu nudzi się śmiertelnie? A może chce zamanifestować bezgraniczne oddanie firmie? Jeśli tak, to świetnie – tylko czemu kosztem zdrowia współpracowników? Bo postawmy sprawę jasno: nie poprawia atmosfery ani wydajności, gdy siedzi wśród was wyraźnie dogorywający człowiek, a każde jego kaszlnięcie lub kichnięcie przejmuje obecnych zgrozą.

W głowie kołaczą się pytania: czy to grypa, COVID, może zapalenie oskrzeli? Jak masz pracować w poczuciu nieustannego zagrożenia zarażeniem? Nie da się skupić na zadaniach, gdy co pięć minut rozlega się seria kaszlu, po której chory przeprasza zachrypniętym głosem i pochlipuje. A potem wyciąga chusteczkę i – horror – używa jej siedemdziesiąty raz tego dnia.

Po tygodniu okazuje się, że połowa zespołu leży z temperaturą. Gratulacje dla chorego – skutecznie zakłócił funkcjonowanie całego działu. Ironia polega na tym, że gdyby został w domu przez te dwa-trzy dni, wróciłby zdrowy i wszyscy byliby szczęśliwi. Zamiast tego firma traci tydzień pracy kilku osób zamiast jednej.

Gaduła – transmisja non-stop

Jeżeli jesteś zmuszony pracować w towarzystwie pełnoetatowej gaduły, wyrazy współczucia. Nie dasz rady skupić się na zadaniach. Nie wtedy, gdy osoba obok przychodzi do biura przede wszystkim na pogaduszki – praca to dla niej raczej dodatek do życia towarzyskiego.

I byłoby w porządku, gdyby chodziło o normalne przerwy na rozmowę. Nie jesteście przecież robotami wykonującymi zadania w milczeniu. Trochę luzu wprowadza lepszą atmosferę. Problem w tym, że klasyczna firmowa gaduła nie ma wyczucia, kiedy wystarczy. Potrafi przez całe godziny opowiadać o wszystkim – od wyprawy do Ikei przez konflikt z sąsiadką po szczegóły serialu, który ogląda.

I nie możesz liczyć, że umilknie, jeśli nie będziesz reagować. Gaduła nie potrzebuje współpracy! Ma telefon i listę kontaktów jak księga telefoniczna. Raz po raz wytrąca was ze stanu koncentracji dźwięk jej dzwonka, po czym zaczyna się niekończąca rozmowa pełna głośnych wybuchów śmiechu, westchnień i dramatycznych pauz.

Gdy już skończy rozmawiać, natychmiast szuka następnego rozmówcy. Podchodzi do biurka kolegi z pytaniem o weekend – i stoi tam pół godziny, opierając się o biurko i blokując mu dostęp do szuflady. Ten drugi próbuje grzecznie dać do zrozumienia, że pracuje, ale gaduła odbiera każde mruknięcie jako zachętę do dalszej opowieści.

Najbardziej frustrujące jest to, że taki rozmowny współpracownik często jest lubiany przez szefa – bo przecież komunikatywny, otwarty, buduje relacje. W praktyce buduje tylko jedno: mur uniemożliwiający innym dotrzymanie terminów. I gdy musimy zostawać po godzinach, by nadrobić zaległości, gaduła dawno już wyszła – bo miała ważne plany towarzyskie.

Przetrwanie w trudnym środowisku

Co robić z takimi ludźmi? Jak minimalizować szkody wynikające z irytujących zachowań? Czasem wystarczy dyplomatycznie zasugerować zmianę – na przykład poprosić o jedzenie w stołówce zamiast przy biurku. Czasem trzeba być bardziej bezpośrednim i wprost poprosić o ciszę, bo zbliża się deadline. Bywa jednak, że żadna strategia nie pomaga.

I wtedy praca staje się szkołą cierpliwości i umiejętności radzenia sobie z negatywnymi emocjami. Można spróbować zmienić sposób myślenia – odludek może po prostu być introwertyk potrzebujący osobistej przestrzeni, leń może mieć problemy zdrowotne lub osobiste, które pochłaniają jego energię. Empatia czasem pomaga oswoić frustrację, choć nie zawsze.

Inną taktyką jest wyznaczenie granic – słuchawki na uszach jako sygnał, że teraz nie czas na rozmowy, ustalenie z zespołem „cichych godzin” na skupioną pracę, wspólne zasady dotyczące jedzenia w biurze. Niektóre firmy wprowadzają nawet politykę zachorowania – jeśli masz gorączkę, zostajesz w domu, bez dyskusji.

Podobno do wszelkich niedogodności życia da się przywyknąć. Może więc będziesz zmuszony sprawdzić to w praktyce – albo poszukać nowego miejsca pracy, gdzie współpracownicy będą bardziej na twojej fali.


Twój komenatrz

  • Znam każdy z wyżej opisanych pracowników. Z każdym miałam do czynienia i rzeczywiście, takie zachowania są denerwujące. Ale jedyna rada jest taka, że trzeba po prostu nauczyć się z takimi ludźmi żyć, nie wdawać się w zbędne dyskusje.

    Mariola 25 sierpnia 2016 07:13

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *